Co rusz, podczas odwiedzania ulubionych (bądź ciekawych) stron, portali internetowych, blogów czy też czytania wszelakich rozmów fb-owskich nasuwa mi się jedna, niestety niepokojąca mnie myśl...
Wczoraj na swojej tablicy zadałam, wydawało mi się, proste i jakże oczywiste pytanie.
"O Rodzicach świadczy to, jak wychowują swoje dzieci" Zgadzacie się z tym?
Zadając
to pytanie nie spodziewałam się aż tak gwałtownej dyskusji. Pod
pojęciem "wychowanie", którego użyłam, rozumiem wszystko to co dajemy
dziecku od chwili jego urodzin, aż do jego dorosłości (zapewne dopóty
będziemy żyli). I odpowiadając na to pytanie
- tak, uważam, że to jakim dziecko stanie się człowiekiem zależne jest
od nas. Od tego co otrzyma w dzieciństwie, czego doświadczy od nas,
Rodziców...
Niepokoi mnie, obserwując to podczas zarówno tej
dyskusji, jak i innych, na wszelakich forach, rozmowach, dyskusjach
fb-owskich że większość z nas ma przekonanie, iż jej
poglądy są jedyną słuszną prawdą. Wydaje nam się, że tylko nasze postępowanie jest odpowiednie, a wszelką "inność" staramy się skutecznie wyperswadować nadawcy. Nie słuchamy co ma do powiedzenia
"druga strona", z uporem maniaka próbujemy przekazać jej wyższość
naszych racji i zachowań. To bardzo przykre, że w ogromie linków,
mądrych wypowiedzi innych mądrych ludzi, które pieczołowicie wklejamy "by rozmówca zrozumiał wreszcie swój błąd"! nie zauważamy, że rozmawiamy z
drugim człowiekiem, który może szuka, może znalazł swoją drogę
rodzicielstwa. I zamiast doradzić przekonujemy innych o swojej
nieomylności.
Zastanawiam z czego to wynika... Czy z doświadczeń? Mama, która nie karmiła dziecka piersią, bądź która karmiła krótko, wyraźnie artykułuje swój pogląd, że nie świadczy to o jej rodzicielstwie i zapewnia, że jej relacje z dzieckiem są nader bliskie. I jest to oczywiście prawda. Z drugiej strony usłyszy od Mamy karmiącej dziecko 3-letnie, że bliskość, która ona ma z dzieckiem jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. I każda z nich ma absolutnie rację. Po co to przekonywanie, przywoływanie artykułów? Po co te słowne potyczki mające na celu udowodnienie "drugiej stronie", że tkwi w błędzie? Jestem za przekazywaniem swoich doświadczeń rodzicielskich innym Mamom, opisywanie jak wyjątkowa jest nić między Matką a karmionym dzieckiem. Chciałabym jednak, by takie wypowiedzi nie były nacechowane pejoratywnie. Nie wiemy, dlaczego inna Mama tego dziecka nie karmiła. Nie znamy powodów, nie wiemy, czy decyzję o "niekarmieniu" podjęła świadomie, czy było to wynikiem Jej małego dramatu. Nic nie wiemy o osobie, którą identyfikujemy po małym, niewidocznym avatarku. Nie mamy świadomości, że za nim, kryje się osoba z krwi i kości, z własnym bagażem doświadczeń. Chciałabym również, by Mamy, które nie karmią dziecko nie wypowiadały się tak jednoznacznie na temat Mam karmiących 4-latka.
W moim rodzicielstwie w ogromie informacji zaczerpniętych z książek Juula, z wykładów Agnieszki Stein i z rozmów ze wspaniałymi Mamami, dziewczynami, żonami poznanymi w czeluściach internetu, przyświeca mi jedna myśl - Każda Mama wie, co dla jej Dziecka jest najlepsze -
Zatem nie uszczęśliwiajmy drugiej osoby na siłę, tylko dlatego, że nasze poglądy wydają nam się jedyną słuszną drogą...
Ja na jakiś czas znikam z otchłani internetu... Przytłacza mnie to wszystko ogromnie. Czas odnaleźć się w świecie realnym. Czas, by cieszyć się bliskością z moim Synem, nie po to, by móc wstawić zdjęcie na fb i czekać na "lajki"...